Peter Crouch w swoim artykule dla “Daily Mail” wyraził swoje uznanie dla Bruno Fernandesa, który już odcisnął piętno na grze Manchesteru United. Zdaniem Anglika Portugalczyk ma wszystko, aby poprowadzić klub do sukcesów. Były napastnik odniósł się także do Manchesteru City oraz Rangersów, którzy awansowali do 1/8 finału Ligi Europy.

Kiedy Manchester United w zeszłym miesiącu zakontraktował Bruno Fernandesa, wyraziłem swoje obawy, że Portugalczyk skończy tak samo, jak inni zawodnicy pozyskiwani za wielkie pieniądze. Paul PogbaAlexis SanchezHenrich Mchitarjan Romelu Lukaku byli czterema przykładami piłkarzy, którzy trafili na Old Trafford i nie spełnili oczekiwań.

Pocieszające jest to, że Fernandes zaczął z wysokiego C i robi wszystko, żeby zakończyć ten trend. Przyglądałem się mu z bliska w spotkaniach z Watfordem Club Brugge. To, co mnie w nim uderza, to przywództwo. Krzyczy na swoich kolegów, chce dawać przykład, a przede wszystkim chce wziąć na siebie odpowiedzialność.

W ostatnich latach koszulka Manchesteru United okazywała się zbyt ciężka dla wielu zawodników. Oczywiście są to jego pierwsze dni w klubie, ale nie sądzę, by Fernandes cierpiał z powodu dużych oczekiwań względem jego osoby. Wygląda na takiego piłkarza, jakiego ten zespół potrzebuje.

Kiedyś grałem z takimi drużynami Man Utd, które miały liderów na każdej pozycji na boisku. To byli prawdziwi mężczyźni, wielkie charaktery, które nigdy nie wiedziały, kiedy zostały pokonane.

Najlepszym komplementem, jaki mogę powiedzieć w kierunku Bruno jest to, że wygląda na kogoś, kto ma wszystkie atrybuty tych, którzy byli przed nim. Wystarczy tylko jeden człowiek, by zmienić atmosferę, a on właśnie to zrobił.

Byłem na Old Trafford tego wieczoru, gdy Manchester United przegrał z Burnley. Nigdy nie widziałem tak zepsutego stadionu. Fernandes ma przed sobą długą drogę, ale wczesny etap jego pobytu w Man Utd pokazuje, że może być człowiekiem, który to wszystko naprawi.

Manchester City to wspaniały zespół. Miałem przyjemność siedzieć i oglądać ich grę całe dnie, praktycznie codziennie, a moje odczucie wzmocniło się w środę.

Zwycięstwo na Estadio Santiago Bernabeu było wspaniałym osiągnięciem, ale nie oszukujmy się – nie ma co udawać, że ten Real Madryt ma coś wspólnego z gigantami, którymi byli wcześniej. Wciąż jest to jednak nie lada sztuka, by pokonać ich w Madrycie – Man City to dopiero trzecia angielska drużyna, której się to udało. Pamiętajmy o tym.

Manchester City dał w Madrycie Premier League najlepszy wynik w tym sezonie w europejskich pucharach, ale nie przekonali mnie, że będzie ich stać na dojście do finału w Stambule. Być może na końcu okaże się, że się mylę, ale nie widzę ich jako potencjalnych zwycięzców.

Przyczyna jest prosta. Mogą mieć Kevina de Bruyne – który, jak sądzę, prześcignie Davida Silvę – jeśli tylko zostanie w klubie jeszcze kilka lat, a także Sergio Aguero czy Edersona, który jest wspaniałym bramkarzem, ale nie mają obrony, by walczyć o triumf.

Aymeric Laporte walczy z kontuzją i jeśli będzie nieobecny przez dłuższy czas, to będzie to miało wpływ. W Europie przychodzi taki moment, kiedy wygrywasz mecze dzięki nietraceniu goli, a nie dzięki ich zdobywaniu. Manchester City cały czas jest podatny na tracenie goli.

Oglądając mecz w Madrycie zacząłem się zastanawiać, co by było, gdyby to oni, a nie Liverpool, zakontraktowali dwa lata temu Virgila van Dijka. Byliby znacznie ponad resztą i jestem pewien, że teraz podbijaliby Europę.

Należy podkreślić – to nie jest krytyka Laporte. Jest wspaniały, ale nie może wszystkiego zrobić sam. Kiedy nie ma go w pobliżu, Man City sprawia wrażenie drużyny bezbronnej, a jego nieobecność, którą potwierdził już Pep Guardiola, będzie odczuwalna w ciągu następnego miesiąca.

Guardiola musi mieć jednak nadzieję, że tak się nie stanie i zespół nie straci tak wiele, zwłaszcza kiedy Real w połowie marca przyjedzie na Etihad walczyć o odrobienie strat.

Utrzymywanie czystych kont w fazie pucharowej Ligi Mistrzów jest problemem od samego początku, odkąd Guardiola jest w klubie.

Środowy mecz z Realem był jedenastym, jaki Man City zagrał w fazie pucharowej pod wodzą Pepa Guardioli. W tych spotkaniach stracili 21 goli. Jedyne czyste konta, jakie zachowali, to mecze z Basel w lutym 2018 roku i Schalke w marcu 2019. Oba spotkania były rozgrywane w Manchesterze.

Gola, którego stracili w starciu z Realem, można było spokojnie uniknąć. Nicolas Otamendi dał okropną piłkę RodriemuKyle Walker przegrał, wydawałoby się, ustabilizowaną pozycję, a potem pojawił się całkowicie niepilnowany Isco, który dopełnił formalności.

Kiedy przechodzisz kolejne etapy w Lidze Mistrzów i jesteś coraz bliżej finału, te błędy stają się bardziej dotkliwe. Dla porównania – od przybycia do Liverpoolu Van Dijka, ten rozegrał 15 spotkań w fazie pucharowej i aż siedem zakończyło się zachowaniem przez “The Reds” czystego konta.

Jego obecność sprawiła, że swój poziom podnieśli też inni zawodnicy – widać, że Joe Gomez skorzystał na obecności Holendra. Gomez jest teraz najlepszym angielskim obrońcą. Czy to samo mówilibyśmy o Johnie Stonesie, gdyby cieszył się dwoma latami gry u boku Virgila van Dijka?

W niedzielę Manchester City wygra swoje pierwsze krajowe trofeum w tym sezonie, nie mam co do tego wątpliwości. Ktokolwiek zagra, będą oni zbyt mocni dla Aston Villi. To będzie niezwykłe, że Guardiola będzie miał na koncie sześć z siedmiu dostępnych w Anglii w tym czasie pucharów.

Europa jest tym, czego ta drużyna naprawdę chce, ale nadal mam wrażenie, że będzie ona poza ich zasięgiem. Jeśli przyjdzie co do czego, niezależnie czy to będzie BayernBorussia DortmundBarcelona czy Liverpool, popełnią błąd. I na tym poziomie będzie to błąd, przez który będą walczyć o przetrwanie.

Jednym z wyróżniających się wyników w ostatnim tygodniu było wyjazdowe zwycięstwo Rangersów Bragą 1:0. Grałem na tym stadionie, to straszne i niewybaczalne miejsce. Czuję się, jakbym był nad przepaścią z każdej strony, a to ciekawe, bo za bramkami nie ma kibiców.

Dla Rangersów wyjazd do Portugalii i odrobienie strat były fantastyczne. Dało to Stevenowi Gerrardowi niesamowity wynik.

Jego nadzieje związane z wywalczeniem mistrzostwa Szkocji być może w ostatnich tygodniach nieco wyparowały, ale dlaczego nie odbić sobie tego w Lidze Europy?

Czy są najlepszą drużyną w tych rozgrywkach? Nie, ale Liverpool w 2005 roku też nie był najlepszy w Lidze Mistrzów, a mimo to nie przeszkodziło to Gerrardowi w zdobyciu trofeum.

On ożywa, gdy nadchodzi europejska noc. W najbliższych miesiącach może nadejść jeszcze kilka takich.

Źródło: ManUtd.pl